W okolicach Krakowa potwierdzono obecność szerszenia żółtonogiego, inwazyjnego gatunku, który od ponad dwóch dekad rozprzestrzenia się w Europie. Naukowcy zlokalizowali już jego gniazdo. Trafiło na Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu. Kluczowe będą najbliższe miesiące - jeśli młode samice zdążyły opuścić kolonię, wiosną mogą założyć kolejne. O zagrożeniach związanych z pojawieniem się nowego gatunku w Polsce mówi profesor Paweł Migdał z UPWr. - Na razie nie wiadomo, w jaki sposób szerszenie znalazły się pod Krakowem. Mogły przemieścić się naturalnie z populacji występujących w sąsiednich krajach albo zostać przypadkowo zawleczone wraz z transportem towarów. W ustaleniu ich pochodzenia mają pomóc badania genetyczne kilkunastu osobników. Porównanie DNA z populacjami europejskimi pozwoli określić stopień pokrewieństwa owadów i wskazać prawdopodobny kierunek ich ekspansji. Nie musi jednak dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, skąd dokładnie przybyły - mówi prof. Paweł Migdał z Zakładu Hodowli Pszczół na UPWr i dodaje, że najważniejsze jest teraz ustalenie skali występowania nowego gatunku.
Eksperci potwierdzili już identyfikację szerszeni i zlokalizowali jedno gniazdo. Nie można jednak wykluczyć, że w okolicy znajdują się kolejne. W działania zaangażowali się naukowcy, pszczelarze oraz przedstawiciele służb ochrony przyrody, w tym Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. - Sytuację komplikuje pora roku. Jesienią zapłodnione młode samice szerszenia żółtonogiego opuszczają gniazda i szukają miejsc, w których mogą przetrwać zimę. Wiosną każda z tych, którym uda się przezimować, może rozpocząć budowę nowego gniazda. Dlatego nawet skuteczne usunięcie obecnej kolonii nie daje pewności, że owady nie pojawią się ponownie - tłumaczy naukowiec.
Niskie temperatury mogą zwiększyć śmiertelność zimujących samic, ale sam mróz nie musi wystarczyć, by powstrzymać rozprzestrzenianie się gatunku. Znaczenie ma również długość zimy, dostępność osłoniętych miejsc i kondycja owadów. Naukowcy będą więc musieli monitorować teren także w kolejnym sezonie, zwłaszcza wiosną, kiedy mogą pojawić się nowe gniazda.
Największe obawy związane z obecnością szerszenia żółtonogiego, zwanego potocznie szerszeniem azjatyckim, dotyczą pszczelarstwa. Gatunek ten jest skutecznym drapieżnikiem pszczół miodnych. Często poluje w pobliżu uli, zawisając w powietrzu przed wylotkiem i przechwytując robotnice wracające z nektarem i pyłkiem. Jak tłumaczy prof. Migdał, straty nie ograniczają się jednak do pszczół zabitych przez drapieżnika. Gdy szerszenie regularnie pojawiają się przy ulu, robotnice mogą ograniczać loty w poszukiwaniu pokarmu. W rezultacie rodzina gromadzi mniej zapasów, słabnie i gorzej przygotowuje się do zimy. Przy długotrwałej i silnej presji drapieżniczej może to doprowadzić nawet do jej upadku.
Europejskie pszczoły miodne mają pewne mechanizmy obronne, ale nie są one tak skuteczne jak u niektórych azjatyckich populacji pszczół, które od dawna współwystępują z tym drapieżnikiem. Pszczelarze mogą ograniczać straty, stosując odpowiednie osłony wylotków, dbając o kondycję rodzin i regularnie obserwując pasieki. Istotne jest również szybkie zgłaszanie podejrzanych owadów i lokalizowanie ich gniazd. Szerszeń żółtonogi nie poluje jednak wyłącznie na pszczoły miodne. Jego ofiarami padają także dzikie pszczołowate, muchówki i inne owady zapylające. Jeśli gatunek zadomowi się w Polsce i osiągnie dużą liczebność, jego obecność może wpłynąć na lokalne populacje owadów, a w konsekwencji również na funkcjonowanie ekosystemów.
Jak odróżnić go od rodzimego szerszenia? - Choć oba gatunki mogą wydawać się podobne, różnią się przede wszystkim ubarwieniem. Szerszeń żółtonogi ma ciemny, niemal czarny tułów i przeważnie ciemny odwłok, na którym wyróżnia się szeroki żółtopomarańczowy pas. Charakterystyczne są również żółte końcówki nóg. Robotnice osiągają zwykle około 2-3 cm długości. Występujący naturalnie w Polsce szerszeń europejski (Vespa crabro) jest bardziej żółto-rudy, a na jego odwłoku wyraźnie widać naprzemienne żółte i ciemne pasy - tłumaczy naukowiec, podkreślając jednocześnie, że pojawienie się nowego gatunku nie oznacza przy tym większego zagrożenia dla ludzi.
- Nie ma podstaw, by uznawać, że każde użądlenie szerszenia żółtonogiego jest groźniejsze od użądlenia szerszenia europejskiego. Podobnie jak inne szerszenie, może jednak reagować agresywnie w obronie gniazda, dlatego nie należy się do niego zbliżać ani próbować samodzielnie go usuwać. W przypadku zauważenia owada przypominającego szerszenia żółtonogiego najlepiej wykonać zdjęcie z bezpiecznej odległości i przekazać je specjalistom lub odpowiednim służbom - mówi prof. Migdał
Naukowcy przestrzegają również przed stosowaniem nieselektywnych pułapek, w których giną rodzime osy i inne pożyteczne owady. Doświadczenia innych krajów europejskich potwierdzają, że szybkie wykrywanie i profesjonalne usuwanie gniazd ma kluczowe znaczenie dla ograniczania ekspansji szerszenia żółtonogiego. Samo odławianie pojedynczych owadów nie rozwiązuje problemu, jeśli w okolicy nadal funkcjonują kolonie.
Na razie nie można przesądzić, czy odkrycie pod Krakowem oznacza początek trwałego zadomowienia się gatunku w Polsce. Gniazdo trafiło na Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, gdzie prof. Migdał zajmuje się oceną jego stanu biologicznego. Wyniki tej analizy mogą dostarczyć dodatkowych informacji na temat obecności szerszenia żółtonogiego w Polsce. Wiele będzie zależało od tego, czy młode matki zdążyły już opuścić gniazdo i przetrwają zimę. Dopiero obserwacje prowadzone wiosną pozwolą ocenić, czy szerszeń żółtonogi pojawił się w Polsce jedynie przejściowo, czy zaczął już tworzyć kolejne populacje.
Reklama
Reklama